Już nie pamiętam gdzie ani tym bardziej kiedy … Hmm. No chyba jednak to był Andersen i opowieść o królowej śniegu. Więc tam rozbiło się lustro na setki tysięcy małych fragmentów. Ale tracę pewność czy to rzeczywiście było tam. Mniejsza z tym. chodzi o to, że czuję się jak takie lustro, takie rozczłonkowane, zgilotynowane lustro. W całości może i bym miał sens, ale taki rozdrobniony jestem tylko piątym kołem u wozu w swym ciele. No w każdym razie ponieważ znalazłem odrobinę całości, która pozwoliła mi to stwierdzić, więc nie pozostaje nic jak próbować szukać swoich cząstek rozsypanych po świecie. A jak je znajdę to spróbować je znowu nie zgubić.
Powiązane notki:
Komentarze
Dodaj komentarz Trackback