Skończyłem Niesamowitą Słowiańszczyznę. Publikacja ta była jak wiadro ożywczej wody na mojej intelektualnej pustyni. Piszę wiadro – pustynia, bo jest to ziarnko piasku wśród miliona, jakie powinny mnie zasiedlić. Czuje z jednej strony ogromną przyjemność kontaktu z czymś tak dla mnie świeżym i odkrywczym a z drugiej straszliwą jałowość. Ogólnie czuje się tak jakbym był porażającą ziemią jałową, pustynią w którą wlano na ślepo tysiące wiader wody. Być może czas po ujarzmieniu mitu na systematyczną pracę u podstaw, na zakrzaczanie pustyni, na odbieranie jej władzy metr za metrem. I choć jest to syzyfowa praca, to jednak…

Powiązane notki:

  1. Wiosna
  2. Dzień „po”
  3. Nekur
  4. Instalacja – Spóźniam się
  5. Dom 1, 2 albo 3