Kiedyś, bardzo dawno temu, gdy ambicja kazała mi być na bieżąco ze światem, który mnie otacza czytałem dramat Koland albo Miś Koala albo inaczej. Miał wyrażać emocje stanu wojennego. Był pouczający, jakieś emocje wzbudził, ale być może nie dojrzałem do większych przemyśleń. Teraz ze stanem wojennym kojarzę głównie opowiadanie Tokarczuk o profesorze brytyjskim w Warszawie. Kojarzę, bo było mocna estetyczną kreacją, taka wręcz teatralną a może muzealną. Jednak najmocniej podziałał na mnie Gottland Szczygła. Emocjonalny dystans do wydarzeń, jakie miały miejsce w Pradze, a były tak analogiczne do naszych pozwala pomyśleć.

Brak powiązanych notek.