Mam 6 minut do początku dnia. Do pracy jechało się jako tako. Już mniej puszczają mi nerwy w ulicznym korku, ale jednak nadal nie jest dobrze. Nasza spółdzielnia sprzedaje w przetargu miejsce parkingowe. A. chce żebyśmy spróbowali. W zasadzie nie mam wyboru, ale nie mam wielkiej ochoty też wydać całych naszych oszczędności. Ale z drugiej strony jaki w tym zmysł. Obok W. siedzi chory. Pewnie się zarażę i na święta będę chory. Może to i lepiej. Muszę napisać mail do R. i A. żeby dać im argumenty dla nagrody dla J. A może to zbędne. Nie wiem. nic nie wiem. Czuje się jak Hunt z Czarnych Oceanów – niezdolny do podejmowania decyzji.

Powiązane notki:

  1. 16/02/2005
  2. Dogville
  3. „To co najpiekniejsze jest nieskończone”
  4. Warszawa_Al. Niepodległości
  5. Czy istnieje sposób na życie? (O rany, co za pompatyczne pytanie!!!)