W.G.Sebald przebudził mnie, podjarał i nakręcił. Jak on smakuje, Żeby nie przedawkowac musiałem sobie zrobić przerwę.
Skończyłem po długiej przerwie Budenbooków.
Lód nie chce się topić, wciąż mroźnie oczekuje swego końca.
Fediman już tak nie straszy. Dojrzałem do niej.

Ostatni razzaglądałem tu pół roku temu. Niby dużo, a niby tak malutko. Czuje jednak, jakby mentalnie minęly dziesiątki lat.

Zacząłem patrzec na przeszłość refleksyjnie.

Przypominam sobie wydarzenia z przeszłości, gigantyczne wyzwania, prawdziwe przeżycia i odczuwam takie małe nic.

Żyję. Moje ciało dotyka zrąb czasu. Jego niedoskonałość, nieperfekcja mnie kręci. Akceptacja swej słabości, swych wad nadaje smaku innym ciałom.

Kończę. Wyłącze komputer i pojadę do domu.

Cieszę się na weekend.

Za dużo kofeiny, zarazki jakiejś choroby we mnie są.

Powiązane notki:

  1. Dno a może przepaść
  2. „na obrzeżach języka”
  3. Obowiązek Obowiązkiem Jest Piosenka Musi Posiadać Tekst
  4. Buddenbrookowie vs. Czarne Oceany
  5. 17:37