Ojcze, czuję pustkę. Wypełnia mnie ona i nie potrafię ją zapełnić, zapchać, gdy me życie pochłania drobiazgowość codzienna.

Nie wiem czemu w trakcie tego jak to pisałem przed oczyma pojawiła się SKAZA.

Oglądałem dziś REZERWAT. Rzeczywiście świetna Sonia Bohasiewicz. M. wprawdzie powiedział, że prosto było zagrać taką rolę. Jednak ja tak nie sądze. Jest coś w tej kobiecie takiego co sprawia, że wierzy się jej. Jej gra nie szarżuje ani w stronę pastiszu kurewki, ani w stronę filmu propagandowego, co z człowieka robi wóda i świat bez końca. Oczywiście, że można było inaczej, może nawet lepiej, jednak nie w tym scenariuszu i nie przy takim partnerze.

Świat REZERWATU mam praktycznie na wyciągnięcie ręki, choć nie w wersji praskiej, ale w wersji wolskiej. Mój świat i świat REZERWATU nie spotykają się, no może poza sytuacjami jak ze snu fotografa – turysta, który z okien taksówki, chce poczuć dreszczyk emocji, muzealnik, który patrzy na eksponaty za szybami i przez szyby.

I ten straszny język, ta mowa pełna wulgaryzmów. Dla mnie, filmowego paryskiego pieska z drugiej strony Wisły, język bolesny. Mnie już, a może nigdy język wulgaryzmów nie uwodzi.

Można i więcej, ale po co. Inni napisali pewnie i więcej i ciekawiej, o samym filmie.

Powiązane notki:

  1. The Manchurian Candidate
  2. Budapeszt
  3. O pieknie a Linia piękna
  4. Pokornym być
  5. Porażka