Czytam Sobotę. Niesamowita, jak zawsze skoncentrowana na chwili proza angielska. Przez chwilę wydawało mi się, że widzę jej ulotne powiązanie z Panią Dalowey – znowu historia jednego dnia, znowu jakby przyjęcie, znowu oczekiwanie na przyjazd kogoś niezwykłego, znowu Londyn przesiąknięty wielkim oczekiwaniem. A jednak to ulotne powiązanie i to bardzo, bo u Woolf najważniejsze jest przeżycie wewnętrzne, wydarzenia zewnętrzne są blichtrem. Tutaj cała atmosfera zagrożenia terroryzmem jest motywem przewodnim całej opowieści. I bohater – tam kobieta, która przeżywa swój dawny romans, ti mężczyzna, który jest zakochany w żonie.
A poza tym wciąż jestem chory. Ogarnia mnie przerażenie czasami, które zapanowały (wczoraj dostałem informację, że w najbliższym czasie moje wynagrodzenie ulegnie zmniejszeniu, i ze powinienem się cieszyć, że nie zostaję zwolniony).
Powiązane notki:
Komentarze
Dodaj komentarz Trackback