Z dzieciństwa pamiętam opowieść matki, że w czasach studenckich była we wszystkich teatrach na bieżąco z repertuarami. Trochę podobnie było z restauracjami i klubami.

Wychowując się w małym albo oddając sprawiedliwość średnim mieście robiło to wrażenie (zresztą dalej robi, jak już mieszkam w dużym mieście). Tym bardziej, że w mieście nie było teatru.

Teraz już mieszkam ponad 10 lat w dużym mieście pełnym teatrów i pomimo stałego planu, żeby odwiedzić je wszystkie, to nadal mi się to nie udało.

Nie mniej ostatnio postanowiłem na nowo wrócić do obietnicy danej dawno temu sobie, żeby nawiedzać teatry z jakąś, nawet niewielką, regularnością teatry.

Ponieważ aby przełamać się potrzebuję sprzyjających warunków, to wybrałem na początek teatr o najwygodniejszych parametrach – TN.

Nie jest to wprawdzie awangarda jak TR, do którego zawitałem kilka lat temu klika razy, ale i tak na tle ostatnich trzech wizyt potrafił zaprezentować szeroki wachlarz: Ożenek, Marat/Sade oraz dziś Iwanow.

Z tej trójcy najbardziej trafił do mnie, w tej chwili mojej duszy, Iwanow. Przedstawienie w reżyseri Jana E. Świetny skład aktorski [o dziwo Stenka już w drugim z rzędu przedstawieniu do mnie nie trafiła, choć zdecydowanie bardziej mi się podobała w M./S.; uwiódł mnie Frycz, którego zawsze, niewidzieć czemu lubiłem, ale który na początku przedstawienia jakby drętwy, nieporadny, zagubiony w swej postaci tak zagrał, że zapomniało się, że to Frycz; no i cudowna Seniuk w najbardziej komicznej obok Hrabiego postaci, samo wejście powodowało u mnie rozbawienie; bardzo interesująca również w roli Saszy Patrycja Soliman (zastępowała w tej roli Karolinę Gruszkę, chciałbym zobaczyć kiedyś to przedstawienie z Gruszką, bo mam wrażenie, że byłoby inne, ale nie wiem, czy lepsze; a oprócz tego piękna i komiczna Szapałowska; Gajos, Łapicki, Stelmaszyk). Świetna sztuka Czechowa – śmiech przez łzy.

Powiązane notki:

  1. Złe wychowanie
  2. Monster
  3. Strach
  4. Nieistotne problemy zżerające mnie na codzień
  5. Tak dawno mnie tu nie było